Konsultacja z diabłem

Nadszedł dzień konsultacji w jednym z dużych stołecznych szpitali. Jako trudniejszy przypadek ze względu na twardzinę, zostałem zakwalifikowany do profesora, ordynatora oddziału ortopedii. Wydawać by się mogło, że ordynator, profesor, powinien być człowiekiem kulturalnym, opanowanym i mającym sporo szacunku dla pacjenta. Jakież było moje zdziwienie gdy po wejściu do gabinetu na moje dzień dobry usłyszałem pytanie co ja tu robię i kto mnie tu przysłał. Zbity z tropu na samym wstępie, pokazałem skierowanie i odparłem, że to jego koledzy z innego oddziału, no bo przecież nie przyszedłem z ulicy. Dopiero po wyjściu z gabinetu uświadomiłem sobie jego niezadowolenie z powodu, że tu jestem, wzięło się stąd, że pewnie pan profesor sam sobie przysyła na konsultacje pacjentów ze swojej prywatnej praktyki. A tu nagle wtargnął człowiek całkiem nieznany i coś chce. Pan ordynator miał iście wyścigowe tempo konsultowania pacjentów bo w przeciągu niecałej godziny obskoczył piętnaście osób. Ja się poczułem uprzywilejowany bo siedziałem tam najdłużej ze wszystkich co byli przede mną, co zawdzięczam dwóm bardzo pilnym telefonom, które koniecznie trzeba było odebrać i pomyłce pielęgniarki w uruchamianiu płyty z prześwietleniem. No ale wreszcie gdy profesor znalazł chwilkę wydał orzeczenie – operacja i wszczepienie endoprotezy stawu biodrowego. Wyznaczył termin na grudzień, czym byłem mile zaskoczony, bo mówi się , że ludzie po kilka lat czekają. Jak się pózniej dowiedziałem wszystko ma swoje uzasadnienie. Pacjent w moim wieku dla służby zdrowia jest młody, produkcyjny i warto w niego szybko inwestować bo i szybko spłaci to ze swoich składek pracując zawodowo. A taki emeryt czy rencista to tylko problem. I co tu się dziwić, że jest jak jest.

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.